Sylwetki

Miss Kittin


„Nazywam się Jurek Kiler i mam wszystko w dupie”. Słowa ze znanego filmowego sequela mołyby ilustrować poczynania Caroline Hervé, urodzonej 1973 roku we francuskim Grenoble didżejce, producentce, kompozytorce i wokalistce. Niby niewielu ludziom trzeba przedstawiać zarys biografii artystki, ale jednak okazuje się, że nie wszystko do dzisiaj bywa tak oczywiste, jakby się to wydawało.

Ta zdolna dziewucha, jako jedna z niewielu nie musi markować swojej biografii za pomocą sztabu marketingowców i PR-owców. Sama doszła do swojej niezagrożonej pozycji. Grenoble przełomu lat 80 i 90 nie było mekką artystów, więc spokojna edukacja kulturalna Karoliny przebiegała bardzo pomyślnie – czerpanie muzycznych inspiracji z katalogu rodziców, szkoła baletowa, nauka gry na pianinie, czy wreszcie studia z zakresu sztuki współczesnej składają się na naukowy dorobek Karoliny. Nie mając jeszcze 20 lat zakochała się w kulturze rave’ów, które znacznie różniły się od tych dzisiejszych. Atmosfera wolności, miłości do muzyki, szczypta adrenaliny, wszystko to pochłonęło mroczny, wzajemnie się uzupełniający duet idealistów, jakim byli Miss Kittin oraz The Hacker. Muzyka, jak sama zainteresowana nieraz daje do zrozumienia, wolna była wówczas od jakichś większych podziałów – liczyła się przede wszystkim zabawa, czemu bohaterka hołduje do dzisiaj.

Pochłonięta zatem przez atmosferę nielegalnych imprez, Miss Kittin sama zaczynęła swoją przygodę z miksowaniem ulubionych utworów. Jak widać wychodziło jej to nad wyraz dobrze, bo jej kariera w tym charakterze bardzo szybko wyszła poza rodzimy, wciąż niedoceniający artystki, kraj. Już po dwóch latach mogła się chlubić wyjściem poza granice francuskich klubów i zwiedzianiem nie tylko Europy, ale także Stanów. Zamieszkała w Paryżu, by stamtąd kierować się do najsłynniejszych klubów w tanecznym światku. Korzystała ze swoich wielu doświadzeń, jako kreatorka, artystka wizualna, organizatorka imprez, czy wreszcie jako muzyk, bo i na tym polu postanowiła się sprawdzić, razem z The Hackerem. Pod koniec 1996 roku poznała DJ Hella, który zaoferował duetowi wydanie płyty. Jak się okazało, wynik stał się bardzo brzemienny w skutki. Mniej więcej w tym samym czasie stała się członkinią genewskiego sklepu i kolektywu Mental Groove, a sama Genewa okazała się jej nowym domem.

I tu zaczyna się historia właściwa, znana i cytowana przez wielu zwolenników talentu Kittin. EP z Hackerem, zatytułowana Champagne szybko zyskała uznanie, jako nie tylko narodziny nowego gatunku (oczywiście electroclash), ale też jako kompozycje, które wyjątkowo świeżym spojrzeniem na podupadającą scenę tanecznej elektroniki, wpływają na jej odrodzenie. Frank Sinatra oraz 1982 rzutem na taśmę trafiły pod strzechy a sami sprawcy zamieszania nie odcięli kuponów od sławy, stając się ludźmi jeszcze bardziej zapracowanymi i zorientowanymi na muzyczną przyszłość. W szaleńczym tempie urosła lista artystów, z którymi Caroline kolaboruje (genialne wykonanie Madame Hollywood z Housecatem, czy cover Gainsbourga Je T’Aime… Moi Non Plus wyprodukowane wespół ze Svenem Väthem). Nie chciała się jednak w tym wszystkim zatracać, oferując już (a może dopiero?) w 2001 roku First Album firmowany nazwą Miss Kittin And The Hacker. Oczywiście tenże okazał się wymiernym sukcesem. Bo sama Hervé nie chciała uciekać się do kompromisów, bądź tanich zagrywek marketingowych. Już rok po albumie wydała kolejny, razem z Golden Boyem. Tym razem świat otrzymał równie wyważony i mocny materiał nazwany Or. Kolejne albumy z miksami firmowanymi artystyczną ksywką Caroline, też okazały się nie lada dziełami, co tylko napędziło clashową koniunkturę. Sama Kittin nareszcie też stworzyła własny autorski materiał, wydany w 2004 roku i zatytułowany I Com. I tu mogą się już zaczynać schody. Płyta jest ciągle utrzymana w typowym, ironicznym stylu, ale już zupełnie inaczej podeszła tu artystka do samej faktury muzycznej, przez co bywała nieraz krytykowana, choć jak sama przyznaje, nie jest to znak błędów i wypaczeń, ale raczej nieumiejętność wyjścia krytyków poza wyidealizowany obraz Francuzki, jaki oni sobie wytworzyli. W tym samym czasie Kittin została rezydentką klubu Cocoon u wspomnianego Vätha. Dość wspomnieć, że dyskografię zamykają kolejny absolutnie solowy BatBox oraz Two popełniony ponownie z Hackerem. Ten pierwszy niejako dopełniający obrazu artystki bardzo kreatywnej, bezkompromisowej, chłonnej, inteligentnej, zabójczo ironicznej oraz przede wszystkim posiadającej duży zmysł ekonomiczny, czego efektem jest założenie własnego labelu dumnie nazwanego Nobody’s Bizzness.

Siłą rzeczy staram się wszystkie oczywiste fakty umieścić w telegraficznym skrócie, by zwrócić uwagę nie tylko na fenomen artystki, ale też muzyki, która ją otacza. Początkowo z rzeczy mniej istotnych – Kittin nie musi się otaczać ludźmi, tym bardziej takimi, co niewiele znaczą w muzycznym świecie, albo znaczyć chcą, ale nie wiedzą jak to zrobić. To ludzie pragną być z nią. Ellen Allien, DJ Hell, Väth, Housecat – wszyscy oni z chęcią powołują się na znajomość z Karoliną, mimo że ich CV też jest wypełnione do cna, a sami bywają zwani ojcami, ciotkami, dziadkami muzyki tanecznej. Kittin sympatię do siebie uzyskuje w bardzo prosty sposób, łatwy do zauważenia nie tylko w strukturze celowo niedopracowanych i odartych ze zbędnych ozdobników piosenek. Selekcja to dla Kittin sprawa bezwzględnie podstawowa. I tak jak selekcjonuje kolejne ślady do piosenek, tak samo potrafi zrobić to z poszczególnymi utworami w jej niesamowitych setach didżejskich, które uważam, za jej największe majstersztyki. Bez jej płyt, audycji, nie poznałbym wielu rzeczy, nie starałbym się poskramiać kolejnych, nierzadko ekstremalnych gatunków (kto tak zgrabnie potrafi włączyć do parkietowych killerów Autechre?). Czemu chciałbym tu dać przede wszystkim dowód – że wiara w muzykę nie jest wiarą w gatunek, że Plastikman nie jest smędzeniem i muzyką dla zminimalizowanych nerdów, że nie zawsze musi być ogłuszająco, by było rozrywkowo i tanecznie i wreszcie, że muzyka nie znosi podziałów, czego dowodem jest na przykład fantastycznie wykonany Bugged Out, w którym łączy się postrock, brzmienie Warp, detroit techno, komercyjni Chemical Brothers, chillout kończąc na klasycznym electro. Da się? Ależ oczywiście, tylko podążając za myślą Kittin, rzeknę jeszcze raz: „Selekcja to podstawa”.

Wybrana dyskografia:
LP:
2001 – MISS KITTIN & THE HACKER: „First Album”
2001 – GOLDEN BOY with MISS KITTIN: „Or”
2004 – MISS KITTIN: „i.com”
2006 – MISS KITTIN: „A BUGGED OUT MIX”
2008 – MISS KITTIN: „BatBox”
2009 – MISS KITTIN & THE HACKER: „Two”

Single & EPki:
1998 – MISS KITTIN & THE HACKER: „Champagne EP”
1999 – MISS KITTIN & THE HACKER: „Intimités EP”
2001 – GOLDEN BOY with MISS KITTIN: „Rippin Kittin”
2001 – SVEN VÄTH feat. MISS KITTIN: „Je t’aime…moi non plus”
2003 – CHICKS ON SPEED feat. MISS KITTIN: „99 Cent”
2003 – GOLDEN BOY with MISS KITTIN: „Autopilot”
2004 – MISS KITTIN: „professional distortion”
2004 – MISS KITTIN: „requiem for a hit”
2005 – MISS KITTIN: „Mixing Me” (EP)
2005 – MISS KITTIN: „happy violentine”
2007 – MISS KITTIN & THE HACKER: „HOMETWON EP”
2007 – MISS KITTIN: „Kittin is High„
2008 – MISS KITTIN: „Grace”
2009 – MISS KITTIN & THE HACKER: „PPPO”
2009 – MISS KITTIN & THE HACKER: „1000 Dreams”
2009 – MISS KITTIN & THE HACKER: „Party In My Head”

Net:
misskittin.com
myspace.com/misskittin